Wpisy

,

Niecodzienna akcja Leicester

Niecodzienną akcje przygotował angielski klub Leicester na mecz ligowy z Evertonem.

Anglicy umieścili na trybunach 30 tysięcy masek ulubieńca fanów swojego klubu i jednego z najlepszych zawodników – Jamiego Vardy’ego. Wszystko w związku z tym, że angielska federacja utrzymała w mocy ban na 3 mecze jaki otrzymał Vardy za czerwoną kartkę, którą dostał na meczu przeciwko Stoke za wślizg dwoma nogami wykonany na Mame Biram Dioufie.

Leicester odwoływało się się od tej decyzji i jak nic z tego nie wyszło to właściciel klubu Vichai Srivaddhanaprabha stwierdził, że to nie jest fair – więc klub postanowił przeprowadzić akcję z maskami by to zademonstrować.

Dodatkowo na meczu ma być obecny szef angielskiej federacji – Greg Clarke.

c0mvg5qwqaanz1r c0msxqpwqaaxtfe c0msxqjwqaefuxm

AKTUALIZACJA:

Jamie Vardy dzisiaj w masce ze swoją podobizną 🙂

c0njgnkxgaaku37

,

Poważne problemy Millwall FC

Matecznik angielskiej chuliganki – Millwall Football Club, ma poważne problemy, mogące zagrozić egzystencji tego zasłużonego dla angielskiej sceny kibicowskiej klubu. Problemy z jakimi boryka się klub nie mają związku z kolejnymi awanturami chuliganów Millwall, a jeżeli mają to w stopniu dosłownie symbolicznym.

W czym tkwi problem? Z grubsza określić to można jako spór o własność terenów wokół stadionu The Den. O ile praw do gruntów na którym stoi stadion nikt nie podważa, o tyle z terenami go otaczającymi jest już problem. Dotychczas władze Millwall dzierżawiły ziemię na której znajduje się np. klubowy parking czy klubowa kawiarnia. Od kilku miesięcy wiadomo już, że władze mają inny plan na zagospodarowanie tego obszaru.
Beznazwy-1W 2013 roku władze klubu złożyły miastu ofertę wykupu tych terenów. Sprawa była najpierw bagatelizowana, później okazało się, że władze nie były zadowolone z oferty jaką złożył klub. Postanowiono poszukać innego kupca i ten się w końcu znalazł. Duża firma developerska chce w tym miejscu wybudować hotel, mieszkania i centrum handlowe.

Taka inwestycja może ożywić trochę zaniedbany rewir na jakim zbudowano stadion The Den, w czym więc tkwi problem? Otóż Millwall, klub za którym ciągnie się legenda największych chuliganów w Europie, jest w tej części Londynu swoistą instytucją. Od zawsze mocno związany była z mieszkańcami okolicznych ulic, którzy upatrywali w nim coś więcej niż klub. W otoczeniu stadionu znajduje się kawiarnia, której klientami poza dniami meczowymi są najczęściej zwykli mieszkańcy okolicy. Jest też klub „Lions Centre”, będący miejscem gdzie okoliczne dzieciaki uczą się grać w piłkę, gdzie organizowane jest wiele wydarzeń niekoniecznie związanych z futbolem. To tutaj funkcjonuje „Millwall Community Trust”, wielokrotnie angażujące się w akcje charytatywne, z których największą była walka o ratunek dal miejscowego szpitala. Wszystko to czyni klub niezwykle związanym z lokalną społecznością, co zawsze było podkreślane przez władze klubu ale niekoniecznie zauważane przez władze miasta i dzielnicy.
5391Po cichu mówi się, że odebranie klubowi okolicznych terenów, co poskutkuje ograniczeniem jego działalności, jest ciosem umyślnie w niego skierowanym. Swoistą karą za lata złej sławy jaka otaczała The Den. Nie tak dawno doszło do zamieszek w trakcie barażowego spotkania o awans do Championship, podczas którego ekipa Millwall dość konkretnie przegoniła kibiców Barnsley po Wembley i okolicach stadionu. Głos w tej sprawie zabrały nawet centralne władze Londynu, co było wyznacznikiem „powagi” tych wydarzeń. Pomińmy już kary jakimi piłkarska federacja straszyła klub, te nie miały wpływu na obecną sytuację. Ale już cała awantura tylko przypomniała, że o klubie z The Den mówiło się od zawsze, że jest zakałą angielskiej piłki, i bardzo dobrze, że nigdy nie udało mu się poważnie zagościć wśród angielskiej piłkarskiej elity.

W sprawie własności gruntów wokół The Den, walki klubu o prawo do tych terenów, wypowiedziało się już wiele osób, w tym byli piłkarze klubu, nawet Gary Lineker poparł akcję „Defend our Den”. Pod petycją w tej sprawie podpisało się już kilkanaście osób. Na razie wiadomo, że w głosowaniu rady gminy Lewisham (na terenie której leży stadion Millwall) przepchnięto decyzję o sprzedaży terenów, które najprawdopodobniej zakupi deweloper. Władze klubu zapowiadają, że nie złożą broni i będą walczyć do końca. O tożsamość klubu, okolicznych mieszkańców i w końcu o jego przyszłość.

,

Anglia: Miejsca stojące, utopia czy realna szansa powrotu do przeszłości?

W Anglii jak bumerang powrócił temat miejsc stojących na tamtejszych stadionach. Dokładnie na stadionach klubów grających w dwóch najwyższych klasach rozgrywkowych. Co spowodowało, że temat wałkowany przez ostatnie kilka lat, który wydawało się ucichł, nagle powraca z taką mocą? Tu wskazać trzeba dwa wydarzenia. O jednym mówiło się od dłuższego czasu, to montaż tzw. „safe standings” na stadionie Celticu Glasgow. Sądząc po artykułach jakie napisano na ten temat na kibicowskich portalach, news z dupy. Jednak cały proces realizacji tego projektu spowodował powrót do podobnego pomysłu na angielskich stadionach. Głośno w tej sprawie zrobiło się po wywiadzie udzielonym przez jednego z włodarzy West Hamu który zapowiedział, że klub rozpocznie starania o wydzielenie sektora na którym kibice będą mogli mecze oglądać na stojąco.

Jest rok 1989, na stadionie Hillsborough w Sheffield rozegrany miał zostać półfinałowy mecz FA Cup między Liverpoolem a Nottingham Forrest. Na trybunach zginęło 96 kibiców Liverpoolu a prawie 800 (!) zostało rannych. Po latach za winną uznano policję która popełniła szereg błędów pozwalających przepełnić trybunę co doprowadziło do ogromnego ścisku i w konsekwencji do stratowania kibiców którzy nie mieli możliwości wydostania się ze stadionu. Była to największa tragedia w historii angielskiej piłki nożnej. Mimo regularnych grubych awantur z udziałem Anglików, zarówno przy okazji wyjazdów za kadrą i klubami, jak również na angielskich stadionach, dopiero tragedia na Hillsborough spowodowała zmianę podejścia do kwestii bezpieczeństwa i infrastruktury stadionowej. Po wydarzeniach w Sheffield pojawił się tzw. „raport Taylora” który stał się swoistą rekomendacją dla rządu oraz władz piłkarskich jakie wprowadzić zmiany by poprawić bezpieczeństwo na trybunach. Po części te zmiany miały być również reakcją na ogólny problem chuligaństwa na wyspach.

I tak jednym z pomysłów było zlikwidowanie miejsc stojących na stadionach. Z jednej strony spotkało się to z niechęcią właścicieli klubów ponieważ znacząco ograniczało pojemność stadionów. Z drugiej strony prawnie uregulowano to już w 1989 roku, co zmusiło kluby by szybko rozpocząć proces przystosowywania się do najnowszych wymogów. W 1992 roku w skutek protestów klubów z niższych lig, złagodzono przepisy i „all-seater stadiums” dotyczyło jedynie dwóch najwyższych klas rozgrywkowych. Były to czasy potężnych remontów na angielskich stadionach. Dochodziło do tego, że burzono całe trybuny i budowano je na nowo!

Nie wszystkie rekomendacje Taylora doczekały się prawnego usankcjonowania. Dotyczy to min. pomysłu by wszystkie brytyjskie stadiony miały w 100% miejsca siedzące. Temat ten upadł i ograniczył taką konieczność jedynie do futbolu i dwóch najlepszych lig. Co więcej, niewiele czasu zajęło zarówno klubom jak i władzom zrozumienie, że samo wprowadzenie przepisu „all-seater stadiums” nie spowoduje zmniejszenia ilość awantur na stadionach. To dokonało się dopiero wraz z zaostrzaniem prawa i konsekwentnym przestrzeganiu wydawanych zakazów stadionowych.

Wraz z nowymi regulacjami pojawiały się kolejne zakazy, nakazy. Kibiców karano za stanie na stadionie. A co za tym idzie z biegiem czasu atmosfera na angielskich stadionach po prostu je*ła… Kolejne lata mijały i władze klubów zaczęły dostrzegać ten problem. Coraz głośniej o pomyśle powrotu do trybun z miejscami stojącymi zaczęło mówić stowarzyszenie „FSF” (Football Supporters Federation), które zrzesza ponad pół miliona angielskich kibiców! Już kilka lat temu rozpoczęło kampanię na rzecz powrotu do przeszłości, czyli umożliwienia kibicom oglądania meczów na stojąco. O poparciu tego pomysłu niech świadczy fakt, że ponad 70% kibiców pamiętających czasy kiedy część (lub nawet całość) miejsc na stadionach była stojąca, opowiedziało się za takim rozwiązaniem. Żartobliwy komentarz do tej ankiety mówił o tym, że pozostała część jest już po prostu za stara by cały mecz obejrzeć na stojąco.

Władze piłkarskie jak i rząd stanowczo sprzeciwiał się takim pomysłom. Prawo jest jasne, stadiony mają mieć miejsca tylko siedzące. I teraz wracamy do Celticu Glasgow od którego zaczęliśmy ten tekst. Rozwiązanie jakie pojawiło się na Celtic Park oraz kilku stadionach Bundesligi (jak również kilku stadionach w niższych ligach angielskich) pozwoli obejść prawo którego zmienić nie będzie chciał rząd.

„Safe standing” to określenie systemu montażu krzesełek umożliwiające ich złożenie tak by kibice mogli mecz oglądać na stojąco lub na siedząco (krzesełko jest po prostu składane). Ponadto system jaki zamontowano w Glasgow czyni takie miejsca bezpieczne z powodu montażu całości na metalowych barierkach które zapobiegać mają upadkom kibiców w dół sektorów. Co więcej, władze West Hamu które opowiedziały się za takim rozwiązaniem wskazują na jedną konkretną i namacalną korzyść która może przekonać do takiego rozwiązania inne klubu z Premier League i Championship. Nic tak nie działa na wyobraźnie prezesów jak pieniądze. Montaż systemu „Safe standings” może zwiększyć pojemność sektorów nawet o 60-80%! Co oczywiście przełoży się na zwiększenie frekwencji i większe wpływy z biletów.

Przepisy mówiące o konieczności posiadania 100% miejsc siedzących nie precyzują w jaki sposób siedziska mają być montowane. I to jest właśnie furtka jaką wyważyć będą próbowali szefowie klubów którzy za namową swoich kibiców będą chcieli wprowadzić „safe standing”. Tu sprawa rozbija się o interpretację przepisów, na którą zgodzić musiałby się brytyjski departament do spraw kultury i sportu. A to wymaga złożenia oficjalnego wniosku do sekretarza departamentu. Wniosek z kolei musi wyjść od instytucji zarządzającej rozgrywkami czyli władz Premier League. By to nastąpiło minimum 14 klubów musi opowiedzieć się za takim rozwiązaniem. Nie będzie to oczywiście oznaczać, że cała 14 głosująca „za” będzie chciała takie miejsca wprowadzić. Ma to jedynie otworzyć oficjalną drogę do wprowadzenia takich rozwiązań. Później każdy klub grający w Premier League i Championship chcący wprowadzić „safe standing” będzie musiał otrzymać tzw. „licencję bezpieczeństwa”, która dopuści na jego trybunach wprowadzenie takiego systemu. Tylko tyle i aż tyle.

Na razie za sprawą wypowiedzi jednego z szefów West Hamu temat znowu pojawił się w medialnej świadomości. Znowu zrobiło się o nim głośno. Teraz od WHU oczekuje się, że to właśnie ten klub rozpocznie dyskusję na w tej spawie w łonie władz Premier League.

Jakkolwiek zakończy się sprawa „safe standings”, czasy takich trybun już nie wrócą…
leeds-elland.road

,

Słowacja – Anglia, awantury w Bratysławie, 04.09.2016

They did it again? Wygląda na to, że tak. Anglicy mieli okazję odbyć ciekawą wycieczkę na Słowację przy okazji ich meczu w eliminacjach do Mistrzostw Świata 2018. Najnowocześniejszy stadion Słowacji to obiekt w Trnavie, gdzie normalnie swoje mecze rozgrywa Spartak. Stadion który pamiętamy z awantury podczas meczu Słowacja – Polska nie jest już obiektem reprezentacyjnym, dlatego Anglikom przyszło odbyć wycieczkę Wyspy Brytyjskie – Bratysława – Trnava. Większość z przyjezdnych nocleg zorganizowała sobie w Bratysławie, zapewne licząc na możliwość poznania bogatego życia nocnego tego całkiem przyjemnego miasta.

Na ich nieszczęście gotowi na ich przyjazd byli również miejscowi chuligani, z którymi przy okazji tego pojedynku przyszło się Anglikom spotkać. To kolejny, po Euro 2016, ich wyjazd którego raczej nie mogą dobrze wspominać. Zaczęło się tak jak zawsze. Anglicy obsiedli wszystkie możliwe knajpy, zaczęło się picie i zabawa. Przed meczem doszło do małych incydentów w wyniku których słowacka policja zatrzymała kilku pijanych angielskich kibiców.

Po wygranym w ostatnich sekundach meczu, Anglicy zaczęli wracać do Bratysławy (część z Tranvy udała się do Wiednia) i bawić się dalej. W nocy doszło do kilku awantur, zarówno z policją jak i kibicami Slovana. Efekt to kilka zdemolowanych lokali, kilka rannych i zatrzymanych osób. Jeden z angielskich kibiców, po tym jak został kilkukrotnie dźgnięty nożem w brzuch i klatkę piersiową, został w ciężkim stanie odwieziony do szpitala.

W tym całym zamieszaniu podczas pobytu na Słowacji, Anglicy kolejny raz stracili kilka flag. Większość w Bratysławie, na rzecz kibiców Slovana oczywiście.
slowacja-anglia-0001 slowacja-anglia-0002 slowacja-anglia-0012slowacja-anglia-0003slowacja-anglia-0004slowacja-anglia-0005slowacja-anglia-0007slowacja-anglia-0013slowacja-anglia-0014slowacja-anglia-0008slowacja-anglia-0009slowacja-anglia-0010slowacja-anglia-0011

,

Polska – Anglia 1999 – Park Saski

Polscy chuligani spuszczali Anglikom wpie*dol jeszcze zanim ci zostali brutalnie upokorzeni w Marsylii. Przeczytajcie relacje z meczu Polska – Anglia rozegranego w Warszawie na Łazienkowskiej, przed którym doszło do konkretnego starcia między polskimi i angielskimi chuliganami, oczywiście ku chwale polskiego oręża!

twitter

Poniżej przedstawiamy fragment relacji autorstwa kibica Wisły Kraków:
Kierowani przez Legionistów przemieszczamy się do Parku Saskiego. Tam czekamy na Anglików tocząc rozmowy z niektórymi Warszawiakami (choć z większością omijamy się szerokim łukiem i spojrzeniami spode łba). Opowiadają wydarzenia ostatniej doby, dla nich ten mecz zaczął się już dzień wcześniej i od tamtej pory na Starówce co rusz dochodziło do spięć między angielskimi „lads” a polskimi chuliganami. Dowiadujemy się że angielska grupa do bicia została zaopatrzona w wydrukowane mapki ze wskazaną droga do miejsca konfrontacji. Jak już wcześniej wspomniałem nie za bardzo do końca jeszcze wierzyliśmy że wszystko dojdzie do skutku oraz jako „persona non grata” staliśmy trochę z boku. Nagle coś zrobiło się ciemno, stojąc na skraju parku widzimy wychodząca z niego „ławę” typów. Rzut oka i wiadomo angole, krótkie spodenki, koszule na wierzchu lub przewiązane w pasie, niektórzy w łapach sprzęt a niektórzy browar. Inny styl chuliganki niż polski. U nas raczej typ że tak to nazwę sportowy – każdy rozgrzewa stawy, mięśnie. No ale tak jak napisałem, od Angoli robi się ciemno.
Wysuwają się niczym cień z parku, na pewno było ich więcej niż 100 (nas zresztą też), oceniam ich na mniej więcej 150 osób. Pierwsze linie obu grup juz nawiązują bezpośredni kontakt, jak na filmach historycznych pierwsze skrzyżowanie mieczów, w tym wypadków noży dwóch Angoli z dwoma Polakami (wielkimi od jodu).
Angole w szoku gdyż gabaryty wśród Polaków naprawdę spore a przecież dla nich jesteśmy egzotyką, nic o nas nie wiedzą i taktuję zapewne jak my Rumunów czy Ruskich. Opisywane psychologiczne pierwsze skrzyżowanie zdecydowanie na korzyść Polaków, my jako że staliśmy z 30 metrów dalej dobiegamy do linii frontu.
Widać w oczach Anglików zawahanie. Jak wyszli z parku rozbujani, pewnie siebie, idący po łatwe zwycięstwo (jak zawsze w całej Europie) tak Ci z dalszych szeregów stanęli wryci i pokazali chwilę słabości. I to był ich błąd. Zgrało się to wszystko w sekundę z naszym wbiegnięciem w nich i zaczęło się k…a … braveheart.
Angole z wyjątkami biorą odwrót, wyjątki próbujące walki są od razu torpedowani…lądują na glebie. Może jestem kurcze troszkę zboczony ale wyglądało to świetnie…goście stojący do nas twarzami, czyjś wyskok, kop w ryj i syn Albionu na glebie. Oczywiście zaraz nad gościem wiruje kilka osób by wykluczyć go z dalszej potyczki.
Peleton podąża na wskroś przez park za stadem Anglików. Ci topnieją, grupki próbując podjąć walkę za każdym razem przegrywają je i pozstają na trotuarze , jak nazwałby to Warszawiak. Nie mam pojęcia ile to trwa gdyż w takiej sytuacji człowiek jest w lekkim amoku i szczerze pisząc nie za bardzo się kontroluje.
Anglicy wylatują z parku z drugiej strony i przebiegają przez skrzyżowanie z torowiskiem. Na końcówce parku obracają się by spróbować jeszcze walczyć.
Słychać policyjne syreny. Legioniści powoli się wycofują słysząc to, zostajemy niemal samą Wisłą, kilku z Lechii i Legii. Nie że jesteśmy jakieś kozaki ale nawet nie znamy terenu i wolimy zostać w grupie niż się rozbiegać. Teraz spięcie z Anglikami na pasach, angole wykorzystują swoje stanowisko na torowisku i leci na nas grad kamieni. Z naszej strony to samo. Patrzę a koło mnie stoi kolo w koszulce piłkarskiej jakiegoś angielskiego klubu. W amoku nikt dokładnie się nie przyglądał a się okazuje że kilku nie mających sił uciekać stoi między nami. Ładuje gościowi się z butem na klatkę i facet ląduje na glebie, jeszcze strzał by przygnieść go do gleby ale nie ma za dużo czasu gdyż kamory świszczą wokół i odbijają się od chodnika.
Już widać radiowozy, podnoszę głowę i widzę podobny jak w moim przypadku widok, kilku Angoli na glebie i chłopaki nad nimi. Ale teraz gdy zagrożenie z strony psów stało się już widoczne nerwy puszczają wszystkim i się rozbiegamy po kilka/kilkanaście osób. Na szczęście trafiam do grupy z jakimś Legionistą który dobrze zna rewiry i prowadzi nas w jakieś bezpieczne miejsce. Nie zanim się na geografii naszej stolicy ale Kolumnę Zygmunta poznam. Pod nią lądujemy. Idzie jakiś chłop w koszulce piłkarskiej klubu w Wysp. Krótki pokaz elokwencji i językoznawstwa „where are you from?” „…yyyy….” „where are you from!?” „i’m from Germany…Bremen” chwila zawahania po czym koleś z Krk któremu widać szok bitewny jeszcze nie spadł odpowiada „na pewno k…a” i nokautuję gościa najlepszym cisem łbem w pysk jaki kiedykolwiek widziałem…Angol leci do tyłu z dwa metry i udaje nieżywego. Idziemy dalej ale tych Angoli wokół sporo…ale większość unika spojrzeń, to nie ci od mocnych wrażeń a że Wyspiarzy tego dnia przybyło chyba z 2 tysiące to są na każdym kroku. Nie lejemy już nikogo, trzeba się dostać pod stadion. […]
Legioniści po telefonicznych rozmowach z Anglikami przekazują że synowie Albionu rozdrażnieni przed meczową porażką chcą rewanżu. Pada propozycja miejsca – pod Pałacem Kultury, Angole będą szli na Centralny a my mamy gdzieś czekać. Udajemy się tam i parkujemy autokar z drugiej strony Pałacu. Przy głównej trasie jest sporych rozmiarów ogródek z krzesłami itp itd. Siedzimy sobie popijając piwo, dozbrajając się, jedząc i obserwujemy zjazd innych ekip z Polski.
Tutaj już dokładnie nie mogę stwierdzić jakie kluby były bo ciemno było jak skur… było już coś koło 23-ej. W końcu słychać a wręcz czuć zbliżający się tłum Angoli.
W ciemnościach nic nie widać ale słychać wrzaski i śpiewy. Muszę przyznać że o ile przed meczem organizacja była super o tyle teraz było więcej chaosu, trochę się niepokoiłem o wynik tej potyczki.Tym bardziej że nie znamy nawet liczby Angoli, a jak idą k…a wszyscy? 2000?
Jednak tym razem policja była szybsza, na nieszczęście dla Anglików. Kaski wpadają do naszego ogródka i wymiatają nas na chwilę z niego. Gdyby Angole wpadli chyba by wygrali. My po chwilowym wycofaniu, dozbrajamy się i wracamy gdyż trasą przed ogródkiem własnie maszeruje kilkuset Angoli.
Nie wiem jak się zaczęło ale psów juz tutaj nie było a jak wpadłem na ulicę już wszystko się działo…ekipy z Polski z ciemności wskakują na Angoli z boku i z tyłu. Ci w szoku. Krótkie walki spowodowane tym ze wpadamy bezpośrednio w ich watahę ale, ogólnie Anglicy dra zelówy na Centralny, który mają ze sto metrów przed sobą. Nie wiem co się działo na początku ich peletonu ale domyślam się że poszła panika i uderzyli w tych psów którzy nas wcześnie wymietli z knajpy i teraz szli przed Anglikami z przodu. Widok był taki że go nie zapomnę do końca życia. W ruchy był cały sprzęt ogródkowy i knajpy. W końcu znów leca psy i trzeba się zmywać albo grać głupa. Jako że autokar mamy 30 metrów dalej nam pozostaje kleić głupa. Widzę kilku stojących gości z tobołami i przyglądających się całej bitwie z boku. Podbijam do nich i udaję że stoję z nimi. „szto eta ?” słyszę (ooo goście zza wschodniej granicy) goście z wybałuszonymi oczami patrzą na mnie oczekując że im nie wiem co oznajmię, ze trzecia wojna światowa czy co? odpowiadam „eta tolka futbol miacz … Polska-Anglia”.

Oraz dwie relacje angielskich kibiców jakie pojawiły się w TMK [9/2009], pierwsza od chuligana Nottingham Forest:
Na meczu w Warszawie poszliśmy do Champions Bar, w sumie w 90 dobrych zawodników, z czego od nas z Forest 15 osób. Obok siedzieli goście z Huddersfield i jeden z nich powiedział do swoich, że szykuje się ustawiona awantura w parku. My oczywiście też chcieliśmy wziąć udział w tej „randce”, więc chwilkę po nich też wyszliśmy z tego pubu. Po kilku minutach zobaczyliśmy biegnącą w naszą stronę grupę naszych kibiców. Myśleliśmy, że oni uciekają przed policją, a jak się okazało zwiewali przed Polakami! Mówiliśmy im: „Co wy? Przecież to tylko Polacy!”. Jak się okazało, Polacy dali im już wtedy nieźle popalić, toteż nikt już nie chciał dalej z nimi walczyć. My jednak poszliśmy dalej. Szybko zobaczyliśmy pierwszych Polaków i podoniliśmyich do parku. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że wielu z naszych krajanów zostało pociętych nożami. Gość z Millwall kosą w nogę, a typ z Sheffield przyjął siekierę w łeb. W koło latały też kosze, sam zresztą dostałem takim w tył głowy. To wszystko później opisywały nasze gazety.

Relacja kibica Wigan:
Szczerze, to wydaje mi się, żę byliśmy bardzo źle zorganizowani tego dnia. Ekipa, która stawiła się w parku, to nie była nasza czołowa banda. Dostali lanie, zdaje się, że 2 z nich było pociętych kosami.Kilka minut po tej awanturze do parku dotarła naprawdę mocna grupa Nottingham Forest i Wigan w liczbie 50 osób. Gdy przyszli na miejsce, zobaczyli innych angielskich kibiców, którzy uciekali z parku. Spytali ich co się tam dzieje, i gry zorientowali się, ruszyli na Polaków. I tak naprawdę wtedy zaczęli mieć przewagę, to Polacy byli w odwrocie, kiedy nagle przyjechała policja. Wtedy wszyscy się zmyli, i do żądnych starć już nie doszło. Ale muszę powiedzieć, że ci co tam się bili przyznali, że Polacy świetnie się pokazali i nawet z pomocą tej 50-tki Anglicy musieliby uznać wyższość Polaków.

2rrlc3k2zeed6o3be7b0d9f8e49a550aad01f895fba3078ecdbc940edcbc5b-1Hools6iddfd4screenshot-i40.tinypic.com-2016-06-10-15-33-31screenshot-i43.tinypic.com-2016-06-10-15-33-48w2k0gk

,

Kibice Rubina zwolnieni z pracy za awantury we Francji

Jak informuje portal sports.ru, dwóch kibiców pracujących w rosyjskim klubie Rubin Kazań zostało wyrzuconych z pracy po tym jak rozpoznano ich na zdjęciach z incydentów do jakich doszło podczas Mistrzostw Europy we Francji… Obaj pracownicy klubu odpowiadali za kontakty z kibicami.

Odzież kibicowska Extreme Hobby TM

Odzież kibicowska Extreme Hobby TM

Jeden z wyrzuconych z pracy miał odpalić piro podczas meczu ze Słowacją, drugi natomiast brał udział w ataku rosyjskich kibiców na Anglików na trybunach stadionu Velodrome. Władze klubu uznały, że będzie to źle wyglądać dla wizerunku Rubina i postanowiły „podziękować” kibicom za współpracę.

,

Kolejne zakazy dla Anglików za wydarzenia we Francji

Sąd hrabstwa Sussex skazał pięciu kibiców Brighton and Hove Albion za awantury do jakich doszło w Marsylii przy okazji meczu reprezentacji Anglii z Rosją. Na oskarżonych nałożono zakazy od trzech do pięciu lat i obejmują wszystkie mecze na terenie Wielkiej Brytanii. Oprócz zakazów sądowych, swoje kary zapowiedział również klub z Brighton.

Odzież kibicowska Extreme Hobby TM

Odzież kibicowska Extreme Hobby TM

Oskarżeni zostali nagrani w Marsylii przez angielską policję, która jeszcze w trakcie Euro przekazała nagrania oraz zdjęcia do Anglii do jednostek zajmujących się zwalczaniem chuligaństwa. Materiały nadal są analizowane i sprawy sukcesywnie kierowane do sądów. Policja na wyspach nie chce zdradzić ile osób zostało rozpoznanych, ale przyznaje, że ma dużą ilość nagrań w jakości wystarczającej by zidentyfikować więcej niż kilkadziesiąt osób które dotychczas zostało ukaranych zakazami. Wygląda na to, że na wyspach szykuje się kolejna duża fala zakazów.

,

Angielski kibic będący w śpiączce po starciach w Marsylii otworzył oczy

Angielski kibic Stewart Gray, który przebywał od 11 czerwca w śpiączce po starciu z ruskimi chuliganami, w końcu otworzył oczy.

Według policji Gray został zaatakowany najprawdopodobniej przy użyciu metalowych prętów przez rosyjskich kibiców. Rodzina poszkodowanego potwierdziła na specjalnym koncie, gdzie zbierane są pieniądze na jego dalsze leczenie, że jego stan się stopniowo,krok po kroku poprawia oraz że w końcu otworzył znowu oczy i jest nadzieja, że wszystko zmierza we właściwym kierunku jeżeli chodzi o jego dalszy stan zdrowia.

Wykluczono także długotrwałe uszkodzenie mózgu u Gray’a – wcześniej niestety lekarze również podejrzewali, że obrażenia, które doznał mogły do tego właśnie doprowadzić.

Francuska policja ciągle poszukuje natomiast sprawców ataku na angielskiego kibica (studiuje nagrania ze starć,przesłuchuje świadków itd) – którym zamierza postawić zarzuty usiłowania zabójstwa.

Enterprise News and Pictures 16/6/16 Pic shows: Stewart Gray, of Hinckley, Leicestershire, who is the second England fan left in a coma after being attacked by Russian "Ultra" hooligans at Euro 2016 in France. He was beaten around the head by Ultras in Marseilles where England were playing Russia and left with serious injuries. Friends and family of the Leicester City fan, who is a production planner who works for Burnetts Manufacturing, are trying to raise money for Stewart's medical bills and because he will not be able to work for a long time. He has been in a coma since the attack and is in hospital in France but is said to be showing signs of recovery. ¿10,000 has been raised so far through a crowdfunding/just giving webpage. Stewart is pictured here on his "open" Facebook page. See story...

,

Anglia – Islandia Fotogaleria