Sobotnia gra w podchody, w rolach głównych Zagłębie i… Zagłębie

To miał być weekend jak każdy inny. Kilka teoretycznie ciekawych spotkań, które i tak miały się okazać poniżej oczekiwać. Na wysokości zadania stanęła Jagiellonia która w zajebistej liczbie pojechała do Chorzowa, prezentując do tego bardzo ciekawą oprawę. Po spotkaniu w Kielcach nikt cudów nie oczekiwał, a mimo to przyniosło ono sporo atrakcji jadącym na ten mecz Portowcom. Choć mieli odmówić Zagłębiu Sosnowiec, ci postawili na swoim i z ekipą ze Szczecina się spotkali. Portowcy tego spotkania nie będą dobrze wspominać.

Na sportowe spotkanie umówione były też dwie mocne liczbowo koalicje. Polonia Bytom jadąca w sportowym składzie wraz ze zgodami ( Zagłębie Lubin, Arka Gdynia, Odra Opole i Góral Żywiec) na mecz w Elblągu uzgodniła spotkanie z połączonymi siłami Legii Warszawa, Olimpii Elbląg, Zagłębia Sosnowiec i Radomiaka Radom. Obie grupy w podobnych, bardzo konkretnych liczbach. Niestety czujni byli mundurowi, o których dużej liczbie informowała już Olimpia. Milicja w końcu zatrzymuje (spisywanie i trzepanie) ekipę „gości” jadących nad morze na mecz i ci docierają do Elbląga dopiero na drugą połowę spotkania. Goście proponują jeszcze spotkanie dwóm innym ekipom, ale ci nie byli zainteresowani kibicowskimi zmaganiami. I niestety ten arcyciekawie zapowiadający się dzień na sportowych zmaganiach zakończyły tylko ekipy Pogoni i Zagłębia Sosnowiec…

, ,

Korona Kielce – Pogoń Szczecin 26.11.2016, przedmeczowe spotkanie Pogoni z Zagłębiem Sosnowiec

Pierwsze sobotnie spotkanie nie miało być wielkim kibicowskim widowiskiem. Dla Portowców to bardzo daleki wyjazd, fani Korony nadal bojkotują mecze na własnym stadionie. Dość nieoczekiwanie jednak, mecz miał swój interesujący wstęp, o który postarała się ekipa sosnowieckiego Zagłębia. Na trasie zapewnili atrakcje jadącym na mecz Portowcom, którzy wg. informacji z Sosnowca, dostali wcześniej propozycję spotkania na którą nie przystali. Ostatecznie do spotkania i tak doszło, górą ekipa z Sosnowca!

,

Dziennikarstwo po hiszpańsku…

Nie będzie wielce odkrywcze stwierdzenie, że dziennikarze to mendy i łajzy bezwstydne. Przywykliśmy, że napiszą wszystko by dostać za wierszówkę, napiszą największą bzdurę by odsłony się zgadzały. Sytuacja nie dotyczy tylko naszego podwórka. Pogoń za sensacją równa się pogoni za pieniądzem. Do tego już jesteśmy przyzwyczajeni. Dochodzi jednak czasami do sytuacji, kiedy to sami panowie wielcy dziennikarze prowokują dziwne sytuacje, by mieć sensacyjny materiał.

Środa, Madryt, dzień meczu Atletico Madryt – PSV Eindhoven. Do stolicy Hiszpanii przyjeżdża ponad 600 kibiców z Holandii. Zbierają się w centrum miasta, bawią, piją, jedzą i śpiewają. Ogólnie jest spokojnie, nadgorliwa hiszpańska policja, która tak dała się we znaki Legionistom, stoi spokojnie z boku. Nie szuka zaczepki. Zaczepki natomiast szukają hiszpańscy dziennikarze. O co cała ta awantura? Według władz holenderskiego klubu, wielu kibiców jak i „koordynatorów” opiekujących się kibicami PSV w Madrycie, informuje klub o prowokacjach ze strony hiszpańskich dziennikarzy.

Otóż miejscowe pismaki, szukały wśród kibiców PSV, chętnych by trochę porozrabiać. Wiadomo, dobry materiał, ładne zdjęcia, może na główną się załapią z takim tekstem. Kibice PSV, którym nie uśmiechało się awanturować w Madrycie, pogonili jednego z przedstawicieli tego jakże zacnego zawodu. Próbowali po dobroci, nie udało się. Na stole położono więc pieniądze. Tak, Holendrów próbowano przekupić byle tylko wykręcili coś co da się zakwalifikować jako chuligaństwo i zrobić z tego materiał…

źródło: 90min.com

,

Relacja Legionistów z wyjazdu do Dortmundu

UEFA nierychliwa ale „sprawiedliwa”… cudzysłów jest tu zamierzony. Gdy wydawało się, że mecz w Madrycie obędzie się bez konsekwencji dla kibiców Legii, wtedy UEFA wyskoczyła jak kurewka zza krzaka przy wojewódzkiej. Wyskoczyła i dała karę jednego meczu zakazu wyjazdowego, drugiego w zawieszeniu. Nie takie kary już Legioniści obchodzili, więc i tym razem można było się ich spodziewać w Dortmundzie. Poniżej relacja Legionistów z tego spotkania:

[…] Część osób weszła na stadion bez problemu, ale później opowieści o turystach odwiedzających dziadków w Zagłębiu Ruhry chyba się znudziły stewardom i postanowili trochę uprzykrzyć nam życie. Ochrona dbała abyśmy zajmowali dokładnie te sektory, które mamy na biletach. Już przed pierwszym gwizdkiem sędziego zaznaczyliśmy swoją obecność głośnymi śpiewami. Spotkanie zaczęło się po naszej myśli, a po bramce Aleksandara Prijovicia na 1-0 cały stadion usłyszał nasze głośne „jeeessst!!!”. Nikt nie krępował się z okazywaniem radości, więc bez problem można było ujrzeć rozrzuconych po stadionie legionistów. To był odpowiedni moment na solidne przegrupowanie. Wprawdzie ochronie niezbyt to się spodobało, ale nikt ich o to nie pytał, więc po chwili staliśmy na jednym sektorze zlokalizowanym w górnej części trybuny i dawaliśmy z siebie wszystko. Zebraliśmy się tam w ponad 300 osób. Świetnie wychodziła nam szczególnie pieśń „Jesteśmy zawsze tam…”. Każdy nakręcał kolegę, a za bębny służyły nam krzesełka. Jako że spotkanie przebiegało w bardzo niecodzienny sposób, to w pewnym momencie zaczęło się prawdziwe „piekło”. Zrezygnowaliśmy z kurtek i koszulek i wspieraliśmy przez cały czas naszą drużynę. Doping gospodarzy był dość dobry jak na zachodnie standardy, ale na pewno nie raz daliśmy znać o sobie, co na tak wielkim obiekcie i stosunkowo małej grupie jest godne pochwały. Bardzo spodobała nam się przyśpiewka gospodarzy „Ole, jetzt kommt der BVB!” , którą szybko „przetłumaczyliśmy” na język polski… „Ole, jeb… BVB!” […]

foto: Mishka/legionisci.com
pełna relacja na legionisci.com