W czasie gdy internety kłócą się na temat tego, czy Elana jest w topie polskich ekip spod znaku „H” czy nie, w Pucharze Polski dzieją się bardzo interesujące rzeczy. Rzeź na faworytach trwa w najlepsze. Wczoraj z rozgrywkami pożegnała się Lechia Gdańsk, zaliczając agrowpierdol w Niepołomicach. Wcześniej z walki o puchar wypadła Legia Warszawa, wypadło też Zagłębie Lubin.

Kanapowi kibice powiedzą zapewne, że to dobrze, że to norma. Że to właśnie sens tych rozgrywek, dać mniejszym klubom szansę pokazania się w Polsce, czy nawet rozegrania meczu na Stadionie Narodowym. I tutaj zaczynają się schody. Ambicje sportowe z jednej strony, natomiast z drugiej strony mamy ten piękny majowy dzień i finał na Narodowym. Patrząc po wynikach, gwałtownie kurczy się grono ekip które mogłyby chociaż spróbować pokazać się tam na poziomie Lecha czy Legii.

Przypominam gorącym głowom, Lech dostał zakaz wyjazdowy na całą edycję 2016/2017. Różne kombinacje przy tej okazji się już odbywały. Jednak Lech nie jeździ. Na razie to nie problem, wczoraj bez wsparcia z trybun, piłkarze Kolejorza poradzili sobie łatwo w Chorzowie z Ruchem. Przy założeniu, że Boniek będzie trwał przy swoim i Lech na Narodowy nie wejdzie, odpadła w tym meczu chyba ostatnia ekipa która nie miałaby problemu z wykorzystaniem puli 10 tysięcy biletów. Kilka godzin wcześniej odpadł Górnik Zabrze, choć wojujący z klubem i prezydent Zabrza, też poradziłby sobie na Narodowym.

Kto nam zatem pozostał? Wiemy już, że w półfinale zagra któryś z „kopciuszków”; Wigry lub Jastrzębie. W walce nadal są Arka, Śląsk, Wisła, Jagiellonia i Pogoń. Kibiców mniejszych klubów chciałbym przeprosić, ale zakładam jednak, że awans wywalczą mocniejsze zespoły, co nie wyklucza oczywiście niespodzianek. W ćwierćfinałach spotkać mogą się Arka-Śląsk, Lech-Wisła, i ktoś z pary Pogoń – Jaga zaraz z Puszczą Niepołomice.

Półfinały zostaną rozlosowane, więc na tym etapie gdybanie możemy zakończyć, resztę wyjaśni boisko. Z ekip które pozostały w walce o Puchar tylko Lech bez wsparcia zgód zapełniłby trybunę za bramką. Liczę po cichu na taką opcję w wykonaniu Jagiellonii jeżeli uda im się awansować to finału, wszak z Białegostoku do Warszawy (nawet w trakcie męczących remontów) jedzie się 3-4 godziny, pociągiem pewnie szybciej. Czy któraś z pozostałych ekip wypełni trybunę za bramką? Wybaczcie, ale śmiem wątpić.

Co stanie się w przypadku kiedy do finału trzeci raz z rzędu awansuje Lech? Co zrobi Prezes Boniek? Czy ugnie się pod presją? A taka na pewno będzie, jeżeli Lech miałby jednak zostać w Poznaniu, czyniąc tym samym finał smutnym widowiskiem. Patrząc na wyniki i drabinkę, musiał zacząć już obmyślać jakiś plan na taką okoliczność. Szkoda by prestiż rozgrywek, który tak mozolnie jest odbudowywany, znowu stracił przez decyzje centrali.

AdamS