,

Poważne problemy Millwall FC

Matecznik angielskiej chuliganki – Millwall Football Club, ma poważne problemy, mogące zagrozić egzystencji tego zasłużonego dla angielskiej sceny kibicowskiej klubu. Problemy z jakimi boryka się klub nie mają związku z kolejnymi awanturami chuliganów Millwall, a jeżeli mają to w stopniu dosłownie symbolicznym.

W czym tkwi problem? Z grubsza określić to można jako spór o własność terenów wokół stadionu The Den. O ile praw do gruntów na którym stoi stadion nikt nie podważa, o tyle z terenami go otaczającymi jest już problem. Dotychczas władze Millwall dzierżawiły ziemię na której znajduje się np. klubowy parking czy klubowa kawiarnia. Od kilku miesięcy wiadomo już, że władze mają inny plan na zagospodarowanie tego obszaru.
Beznazwy-1W 2013 roku władze klubu złożyły miastu ofertę wykupu tych terenów. Sprawa była najpierw bagatelizowana, później okazało się, że władze nie były zadowolone z oferty jaką złożył klub. Postanowiono poszukać innego kupca i ten się w końcu znalazł. Duża firma developerska chce w tym miejscu wybudować hotel, mieszkania i centrum handlowe.

Taka inwestycja może ożywić trochę zaniedbany rewir na jakim zbudowano stadion The Den, w czym więc tkwi problem? Otóż Millwall, klub za którym ciągnie się legenda największych chuliganów w Europie, jest w tej części Londynu swoistą instytucją. Od zawsze mocno związany była z mieszkańcami okolicznych ulic, którzy upatrywali w nim coś więcej niż klub. W otoczeniu stadionu znajduje się kawiarnia, której klientami poza dniami meczowymi są najczęściej zwykli mieszkańcy okolicy. Jest też klub „Lions Centre”, będący miejscem gdzie okoliczne dzieciaki uczą się grać w piłkę, gdzie organizowane jest wiele wydarzeń niekoniecznie związanych z futbolem. To tutaj funkcjonuje „Millwall Community Trust”, wielokrotnie angażujące się w akcje charytatywne, z których największą była walka o ratunek dal miejscowego szpitala. Wszystko to czyni klub niezwykle związanym z lokalną społecznością, co zawsze było podkreślane przez władze klubu ale niekoniecznie zauważane przez władze miasta i dzielnicy.
5391Po cichu mówi się, że odebranie klubowi okolicznych terenów, co poskutkuje ograniczeniem jego działalności, jest ciosem umyślnie w niego skierowanym. Swoistą karą za lata złej sławy jaka otaczała The Den. Nie tak dawno doszło do zamieszek w trakcie barażowego spotkania o awans do Championship, podczas którego ekipa Millwall dość konkretnie przegoniła kibiców Barnsley po Wembley i okolicach stadionu. Głos w tej sprawie zabrały nawet centralne władze Londynu, co było wyznacznikiem „powagi” tych wydarzeń. Pomińmy już kary jakimi piłkarska federacja straszyła klub, te nie miały wpływu na obecną sytuację. Ale już cała awantura tylko przypomniała, że o klubie z The Den mówiło się od zawsze, że jest zakałą angielskiej piłki, i bardzo dobrze, że nigdy nie udało mu się poważnie zagościć wśród angielskiej piłkarskiej elity.

W sprawie własności gruntów wokół The Den, walki klubu o prawo do tych terenów, wypowiedziało się już wiele osób, w tym byli piłkarze klubu, nawet Gary Lineker poparł akcję „Defend our Den”. Pod petycją w tej sprawie podpisało się już kilkanaście osób. Na razie wiadomo, że w głosowaniu rady gminy Lewisham (na terenie której leży stadion Millwall) przepchnięto decyzję o sprzedaży terenów, które najprawdopodobniej zakupi deweloper. Władze klubu zapowiadają, że nie złożą broni i będą walczyć do końca. O tożsamość klubu, okolicznych mieszkańców i w końcu o jego przyszłość.

,

Relacja kibiców Motoru Lublin z meczu U21 Polska – Węgry

Reprezentacja Polski U21 nie musi grać w kwalifikacjach do przyszłorocznych finałów Euro 2017 ponieważ te odbędą się na polskich stadionach. W oficjalnych terminach UEFA w których większość reprezentacji gra mecze eliminacyjne, nasza młodzieżówka może rozgrywać jedynie mecze towarzyskie. Taki właśnie odbył się we wtorek w Lublinie z reprezentacją Węgier. Poniżej relacja kibiców Motoru Lublin z tego spotkania:

Na wtorkowym towarzyskim meczu młodzieżowych reprezentacji U-21 Polska-Węgry pojawiło się 8423 widzów. W ok. 500 osób formujemy młyn i przez całe 90 minut wspieramy naszych młodych reprezentantów dopingiem. Repertuar przyśpiewek był naprawdę szeroki, momentami udawało nam się śpiewać bardzo głośno, zwłaszcza gdy podłączały się pozostałe sektory. Wyjątkową atrakcją okazała się „meksykańska fala”, która zmobilizowała do dopingu cały stadion. Nie zabrakło też okrzyków dla naszych braci z Węgier. Na płocie wywiesiliśmy kilka reprezentacyjnych flag m.in. ‚ Nie urodziliśmy się dla siebie … ‚, ‚ Kamionka’, ‚ Poniatowa’ oraz reprezentacyjna flaga kibiców z Kocka, która przy okazji tego meczu zaliczyła debiut. Dodatkowo na sekotrze F zawisła reprezentacyjna flaga ‚ Lublin’. Nasi młodzi reprezentanci po bardzo ambitnej walce niestety w końcówce spotkania stracili gola i mecz ostatecznie zakończył się remisem 1:1. Po końcowym gwizdku obie jedenastki zarówno reprezentacji Polski jak i Węgier podziękowały nam za doping w tym meczu. Chyba wielu z nas brakowało prawdziwego klimatu panującego na kadrze, tak więc chociaż przez chwilę każdy z nas mógł się poczuć jak na meczu Reprezentacji. Mamy nadzieję, że to nie ostatnie takie przedsięwzięcie z naszej strony, tym bardziej, że już w przyszłym roku, w naszym kraju odbędą się Mistrzostwa Europy U-21 i między innymi Lublin będzie jednym z tych miast w których będą odbywały się wybrane spotkania. Lengyel, magyar – két jó barát!
polska-wegry-u21-0001
źródło: motorlublin.com

, ,

Derby Łodzi bez gości ale za to w ogólnopolskiej telewizji…

Temat obecności kibiców Widzewa na stadionie ŁKS-u na debrach Łodzi wydaje się być zamknięty. Widzewiacy organizują imprezę podczas której mecz obejrzą na telebimie. Ale nie tylko oni będą mieli możliwość obejrzeć to spotkanie. Pierwotnie plan telewizji zakładam transmisję spotkania w TVP Łódź. Wygląda jednak na to, że spotkanie będzie transmitowane w ogólnopolskim paśmie TVP, a co za tym idzie pierwsze od 4 lat derby Miasta Włókniarzy obejrzeć będą mogli wszyscy kibice w Polsce!

,

Problemy Arkowców przed wyjazdem do Kielc

Który to już raz mundurowi próbują ingerować w organizację wyjazdu? Trudno już nawet zliczyć wszystkie atrakcje jakie regularnie polscy fanatycy mają organizowane przez tzw. stróżów prawa. Teraz szczególnej troski ze strony mundurowych doświadczyli kibice Arki Gdynia, którym mundurowi zafundowali zmianę rozkładu jazdy ich specjala którym mieli udać się do Kielc na mecz.

Według pierwotnego rozkładu jazdy kibice Arki mieli przyjechać na mecz i po prostu po meczu wrócić do Gdynii. Na żądanie policji wyjazd specjala został przesunięty o dwie godziny co spowoduje, że przybyli do Kielc kibice Arki będą mogli się poopalać na sektorze gości. Chyba że… I tu do akcji wkroczyło Stowarzyszenie Kibiców Arki Gdynia, które wystosowało do władz Kielc zapytanie o możliwość zwiedzania tamtejszego Muzeum Narodowego. Szkoda, że w zderzeniu ze służbami które kibicom mogą bez powodu zmieniać rozkłady jazdy, decydować gdzie i kiedy w ogóle mogą pojechać, jedyną możliwą formą reakcji są takie akcje… Arka nie pierwsza padła ofiarą uczynnych mundurowych i zapewne nie będzie ostatnia. Poniżej pismo przesłane przez Arkowców do Kielc.
pismo-skag-0001

, ,

Komisja Ligi ukarała Arkę Gdynia

Dobra prezentacja na sektorze gości na Łazienkowskiej nie mogła umknąć czujnemu oku delegata, który wszystko skrupulatnie opisał w swoim raporcie. Komisja Ligi z kolei musiała się nad tą sprawą pochylić. No cóż…ukarała Arkę karą finansową w wysokości 10000 złotych. Czy to dużo? Najważniejsze, że kolejne piro odpalone na wyjeździe nie zakończyło się zakazem wyjazdowym!

Arka została już drugi raz w tym sezonie ukarana przez Komisję Ligi. Pierwsza kara była również jedynie finansowa i wynosiła 7000 złotych. Licznik kar bije, ale najważniejsze, że ciągle bez zakazu wyjazdowego.

,

Bad Blue Boys wracają na trybuny?

Chorwacką sceną kibicowską wstrząsnęła informacja o powrocie Bad Blue Boys na trybuny. Dlaczego wstrząsnęła? Konflikt BBB z klubem wydawał się nie mieć końca. Przepaść dzieląca kibiców i Mamica w kwestii zarządzania klubem wydawała się zbyt duża by nagle z dnia na dzień sprawę załatwić pozytywnie i wrócić na stadion Maksimir. Wiele zagrań Mamica mających na celu osłabić BBB było rodem z mafijnych porachunków…

A jednak, w internecie pojawiło się oświadczenie BBB mówiące o tym, że konflikt na linii kibic-klub nie został zakończony, nadal wiele kwestii pozostaje spornych i na wiele tematów BBB swojego zdania nie zmienią. Nadal mają walczyć o powrót normalności w Dinamie, a zmiany jakie dokonały się we władzach klubu są jedynie kosmetyczne. Najważniejszym fragmentem oświadczenia które zapowiada powrót do wspierania dużyny z trybun Maksimira, jest ten mówiący o tym kto obecnie jest największym przeciwnikiem kibiców. Nie postać samego Mamica a system w jakim funkcjonuje chorwacka piłka, to on został zdefiniowany jako największy wróg fanatyków.

Dlaczego w tytuł zakończony jest znakiem zapytania? BBB już raz, po aresztowanie Zdravko Mamica, wrócili na trybuny. Które opuścili jednak tak szybko jak Mamic areszt w Zagrzebiu. Czy tym razem wrócą na dłużej? Czas pokaże. Na razie swoją obecność zapowiedzieli na meczu z Juventusem który odbędzie się 27 września.
bbb-00001 bbb-00002

,

Anglia: Miejsca stojące, utopia czy realna szansa powrotu do przeszłości?

W Anglii jak bumerang powrócił temat miejsc stojących na tamtejszych stadionach. Dokładnie na stadionach klubów grających w dwóch najwyższych klasach rozgrywkowych. Co spowodowało, że temat wałkowany przez ostatnie kilka lat, który wydawało się ucichł, nagle powraca z taką mocą? Tu wskazać trzeba dwa wydarzenia. O jednym mówiło się od dłuższego czasu, to montaż tzw. „safe standings” na stadionie Celticu Glasgow. Sądząc po artykułach jakie napisano na ten temat na kibicowskich portalach, news z dupy. Jednak cały proces realizacji tego projektu spowodował powrót do podobnego pomysłu na angielskich stadionach. Głośno w tej sprawie zrobiło się po wywiadzie udzielonym przez jednego z włodarzy West Hamu który zapowiedział, że klub rozpocznie starania o wydzielenie sektora na którym kibice będą mogli mecze oglądać na stojąco.

Jest rok 1989, na stadionie Hillsborough w Sheffield rozegrany miał zostać półfinałowy mecz FA Cup między Liverpoolem a Nottingham Forrest. Na trybunach zginęło 96 kibiców Liverpoolu a prawie 800 (!) zostało rannych. Po latach za winną uznano policję która popełniła szereg błędów pozwalających przepełnić trybunę co doprowadziło do ogromnego ścisku i w konsekwencji do stratowania kibiców którzy nie mieli możliwości wydostania się ze stadionu. Była to największa tragedia w historii angielskiej piłki nożnej. Mimo regularnych grubych awantur z udziałem Anglików, zarówno przy okazji wyjazdów za kadrą i klubami, jak również na angielskich stadionach, dopiero tragedia na Hillsborough spowodowała zmianę podejścia do kwestii bezpieczeństwa i infrastruktury stadionowej. Po wydarzeniach w Sheffield pojawił się tzw. „raport Taylora” który stał się swoistą rekomendacją dla rządu oraz władz piłkarskich jakie wprowadzić zmiany by poprawić bezpieczeństwo na trybunach. Po części te zmiany miały być również reakcją na ogólny problem chuligaństwa na wyspach.

I tak jednym z pomysłów było zlikwidowanie miejsc stojących na stadionach. Z jednej strony spotkało się to z niechęcią właścicieli klubów ponieważ znacząco ograniczało pojemność stadionów. Z drugiej strony prawnie uregulowano to już w 1989 roku, co zmusiło kluby by szybko rozpocząć proces przystosowywania się do najnowszych wymogów. W 1992 roku w skutek protestów klubów z niższych lig, złagodzono przepisy i „all-seater stadiums” dotyczyło jedynie dwóch najwyższych klas rozgrywkowych. Były to czasy potężnych remontów na angielskich stadionach. Dochodziło do tego, że burzono całe trybuny i budowano je na nowo!

Nie wszystkie rekomendacje Taylora doczekały się prawnego usankcjonowania. Dotyczy to min. pomysłu by wszystkie brytyjskie stadiony miały w 100% miejsca siedzące. Temat ten upadł i ograniczył taką konieczność jedynie do futbolu i dwóch najlepszych lig. Co więcej, niewiele czasu zajęło zarówno klubom jak i władzom zrozumienie, że samo wprowadzenie przepisu „all-seater stadiums” nie spowoduje zmniejszenia ilość awantur na stadionach. To dokonało się dopiero wraz z zaostrzaniem prawa i konsekwentnym przestrzeganiu wydawanych zakazów stadionowych.

Wraz z nowymi regulacjami pojawiały się kolejne zakazy, nakazy. Kibiców karano za stanie na stadionie. A co za tym idzie z biegiem czasu atmosfera na angielskich stadionach po prostu je*ła… Kolejne lata mijały i władze klubów zaczęły dostrzegać ten problem. Coraz głośniej o pomyśle powrotu do trybun z miejscami stojącymi zaczęło mówić stowarzyszenie „FSF” (Football Supporters Federation), które zrzesza ponad pół miliona angielskich kibiców! Już kilka lat temu rozpoczęło kampanię na rzecz powrotu do przeszłości, czyli umożliwienia kibicom oglądania meczów na stojąco. O poparciu tego pomysłu niech świadczy fakt, że ponad 70% kibiców pamiętających czasy kiedy część (lub nawet całość) miejsc na stadionach była stojąca, opowiedziało się za takim rozwiązaniem. Żartobliwy komentarz do tej ankiety mówił o tym, że pozostała część jest już po prostu za stara by cały mecz obejrzeć na stojąco.

Władze piłkarskie jak i rząd stanowczo sprzeciwiał się takim pomysłom. Prawo jest jasne, stadiony mają mieć miejsca tylko siedzące. I teraz wracamy do Celticu Glasgow od którego zaczęliśmy ten tekst. Rozwiązanie jakie pojawiło się na Celtic Park oraz kilku stadionach Bundesligi (jak również kilku stadionach w niższych ligach angielskich) pozwoli obejść prawo którego zmienić nie będzie chciał rząd.

„Safe standing” to określenie systemu montażu krzesełek umożliwiające ich złożenie tak by kibice mogli mecz oglądać na stojąco lub na siedząco (krzesełko jest po prostu składane). Ponadto system jaki zamontowano w Glasgow czyni takie miejsca bezpieczne z powodu montażu całości na metalowych barierkach które zapobiegać mają upadkom kibiców w dół sektorów. Co więcej, władze West Hamu które opowiedziały się za takim rozwiązaniem wskazują na jedną konkretną i namacalną korzyść która może przekonać do takiego rozwiązania inne klubu z Premier League i Championship. Nic tak nie działa na wyobraźnie prezesów jak pieniądze. Montaż systemu „Safe standings” może zwiększyć pojemność sektorów nawet o 60-80%! Co oczywiście przełoży się na zwiększenie frekwencji i większe wpływy z biletów.

Przepisy mówiące o konieczności posiadania 100% miejsc siedzących nie precyzują w jaki sposób siedziska mają być montowane. I to jest właśnie furtka jaką wyważyć będą próbowali szefowie klubów którzy za namową swoich kibiców będą chcieli wprowadzić „safe standing”. Tu sprawa rozbija się o interpretację przepisów, na którą zgodzić musiałby się brytyjski departament do spraw kultury i sportu. A to wymaga złożenia oficjalnego wniosku do sekretarza departamentu. Wniosek z kolei musi wyjść od instytucji zarządzającej rozgrywkami czyli władz Premier League. By to nastąpiło minimum 14 klubów musi opowiedzieć się za takim rozwiązaniem. Nie będzie to oczywiście oznaczać, że cała 14 głosująca „za” będzie chciała takie miejsca wprowadzić. Ma to jedynie otworzyć oficjalną drogę do wprowadzenia takich rozwiązań. Później każdy klub grający w Premier League i Championship chcący wprowadzić „safe standing” będzie musiał otrzymać tzw. „licencję bezpieczeństwa”, która dopuści na jego trybunach wprowadzenie takiego systemu. Tylko tyle i aż tyle.

Na razie za sprawą wypowiedzi jednego z szefów West Hamu temat znowu pojawił się w medialnej świadomości. Znowu zrobiło się o nim głośno. Teraz od WHU oczekuje się, że to właśnie ten klub rozpocznie dyskusję na w tej spawie w łonie władz Premier League.

Jakkolwiek zakończy się sprawa „safe standings”, czasy takich trybun już nie wrócą…
leeds-elland.road