Patrzcie jakich czasów dożyliśmy… Kiedyś informacje o meczach, wyjazdach i awanturach otrzymywaliśmy listownie, czasami telefonicznie jak ktoś sobie przy różnych dziwnych okazjach wyrobił odpowiednie kontakty w Polsce. Największym źródłem wiedzy o kibolskiej Polsce były ziny, których autorzy publikowane informacje też zbierali pocztą. Tą samą drogą ziny kolportowano po kraju. Z czasem popularna stała się wymiana zdjęć. Niekiedy na odwrotach fotek znaleźć można było dane adresowe innych kolekcjonerów. Im dłuższą trasę po Polsce przebywało takie zdjęcie tym więcej informacji na odwrocie można było znaleźć. Teksty w stylu „Wymiana zdjęć, imię i nazwisko, adres, odpis na 100%” można było znaleźć na coraz większej ilości fotek. Sam mam bardzo dużo takich zdjęć, podobnie jak całkiem pokaźną kolekcję zinów. Z absolutnym królem tamtych lat, znaczy się połowy lat 90-tych, zinem „Szalikowcy”, który w 1995 roku miał już kolorową okładkę i kolorową wkładkę ze zdjęciami!

Dopiero później pojawiło się dobrodziejstwo (albo przekleństwo, zależy jak kto to widzi) w postaci internetu. Zaczęły pojawiać się pierwsze strony, często na geocities, pisane w notatniku. Z pierwszymi kibicowskimi zdjęciami publikowanymi w necie. Jeszcze wtedy nikt nie kłopotał się zamazywaniem twarzy, większość postaci ze zdjęć cieszyła się, że są „gwiazdami” internetu. Tak powstało kilka rewelacyjnych stron które jednak nie przetrwały próby czasu i bezpowrotnie zniknęły z wirtualnej sieci. Jest kilka osób w Polsce, które przezornie zapisywały sobie wszystko na dyskach, próbując to zarchiwizować. Ale i to u wielu osób nie przetrwało próby czasu.

Gimby nie znajo! Tak, nie znajo… większość drapie się po głowie zastanawiając co to w ogóle „zin”, klepią teraz po internetach co to „geocities”. A to taki hosting prowadzony zdaje się przez Yahoo… teraz klepią co to Yahoo… wybaczcie, trudno mi powstrzymać się od śmiechu.

Tylko największe awantury przenikały do medialnej świadomości, do ogólnopolskich mediów. Tak było w latach 90-tych np. z awanturą na finale PP Legia – GKS w 1995 roku, z zadymą Lech – Legia ’97, z derbami GKS – Ruch, czy też meczami reprezentacji. Media się rozwijały, więc i zasięg informacji się zwiększał. Rozbestwili się również odbiorcy, którzy w chwili obecnej informację chcą mieć tu i teraz. W dobie smartfonów, kont na FB i TT, informacje obiegną cały glob w przeciągu kilku minut, ba! kilku sekund.

Wydawało się, że szalone lata 90-te były czasami które były najciekawsze. Owszem były, wszystko było prawdziwe, realne, pozycję w kibicowskiej hierarchii trzeba było sobie wyrobić pięściami. Teraz świadomością masowego odbiorcy rządzi medialność. Ten kto sprawniej posługuje się social mediami prowadzi w wyścigu o prawdę. Pierwsi napiszmy i nic nam nie zrobią… Już pal licho relacje z meczów, galerie, video. Do tego się przyzwyczailiśmy, to jednak ważne źródło informacji. Jednak w czasach kiedy każdy FC ma swój profil na FB, część swoje strony www, a klub X ma kilka czy kilkanaście stron i profili, zalew informacji staje się przytłaczający. Siłą rzeczy nie da się z kakofonii medialnego jazgotu wybrać tej informacji która jest rzetelna, która pochodzi od odpowiedniej osoby. I wtedy, i nagle, na scenę wjechała z buta nowa forma kibicowskiego przekazu… „oficjalne oświadczenie”, „oświadczenie osób decyzyjnych” czy też „oświadczenie grup kibicowskich”. Wjechało z buta i pozostało. W tempie błyskawicznym ewoluowało, pojawiły się oświadczenia do oświadczeń, kontr-oświadczenia i uwaga… oświadczenia nieoficjalne.

Co prawda oświadczenia pojawiały się już wcześniej ale dotyczyły posługiwały się nimi stowarzyszenia w walce z medialną nagonką, czy też ekipy kibicowskie walczące ze swoimi klubami. W natłoku wydarzeń którymi żyje cała Polska, zalewu niesprawdzonych informacji, na front walki medialnej rzucono taką formę komunikacji z kibiconetownią. I będzie ich przybywać. Dzisiaj zapewne pojawią się kolejne…

AdamS